Aktualności

Firmy pożyczkowe: Odrzucamy co drugi wniosek
Wyborcza.biz > Finanse > Finanse Osobiste – najnowsze artykuły i porady. 21 maja 2014 r.

2,7 mld zł – tyle w 2013 r. pożyczyły firmy pożyczkowe – wynika z najnowszego raportu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF). To wzrost blisko o 20 proc. w porównaniu z 2012 r.

Raport nie pokazuje, niestety, całego rynku pożyczek pozabankowych. Obejmuje dane udostępnione przez 12 firm zrzeszonych w KPF oraz wyniki Providenta, największej firmy pożyczkowej w Polsce. Mimo to informacje są wartościowe, bo nikt inny nie monitoruje rynku. To mogło się zmienić. Niedawno rząd przyjął projekt założeń do ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym. Celem ustawy jest większa ochrona klientów firm pożyczkowych poprzez utrudnienie im choćby zaciągania kilku pożyczek z rzędu. W pierwszej wersji projektu pojawił się też pomysł stworzenia rejestru firm pożyczkowych. Gdyby taki powstał, konsumenci mieliby większą pewność, że firma, z którą podpisują umowę, ich nie oszuka (nieuczciwej nie byłoby w rejestrze albo szybko by z niego wyleciała). – Wprowadzenie rejestru pozwoliłoby odsiać nieuczciwe firmy, które udzielają pożyczek niezgodnie z prawem czy nadmiernie zadłużają klienta – mówił Krzysztof Przybysz z firmy pożyczkowej Ferratum podczas kongresu firm pożyczkowych. Rejestr pozwoliłby też poznać polski rynek pożyczek pozabankowych, bo firmy musiałby składać okresowe raporty. Tak działa to m.in. w Wielkiej Brytanii, Niemczech, na Węgrzech, Łotwie i Litwie. Pomysł utworzenia rejestru wypadł jednak z ostatniej wersji projektu.

Wzrost o jedną piątą
Provident i firmy pożyczkowe zrzeszone w KPF udzieliły w 2013 r. pożyczek o wartości ponad 2,7 mld zł. To blisko o 20 proc. więcej niż w roku poprzednim. Sami członkowie KPF (firmy: Axcess, Capital Service, Eurocent, Ferratum, Kruk, Mikrokasa, MoneyNow, OK Money, Optima, Profi Credit, SMS Kredyt, Tempo Finanse) pożyczyli w tym czasie 833 mln zł, czyli prawie o 30 proc. więcej niż w 2012 r. Na koniec ubiegłego roku zadłużenie Polaków w firmach pożyczkowych wyniosło nieco ponad 3 mld zł. Dla porównania, bankom z tytułu kredytów konsumpcyjnych, a więc na dowolny cel, byliśmy winni ponad 131 mld zł. Ilu klientów mają firmy pożyczkowe? W 2013 r. z ich usług korzystało 1,37 mln osób (członkowie KPF i Provident), prawie tyle samo co w poprzednich latach. Pod względem liczby udzielonych pożyczek 2013 r. był dla branży rekordowy. Firmy zrzeszone w KPF udzieliły blisko 664 tys. pożyczek, prawie o 95 tys. więcej niż w 2012 r. i o ponad 250 tys. więcej niż w 2011 r. W miarę stała liczba klientów i dynamicznie rosnąca liczba pożyczek świadczą o tym, że część klientów zadłuża się kilka razy w roku. Może to mieć związek z pojawieniem się w ostatnich dwóch-trzech latach firm udzielających pożyczek maksymalnie na miesiąc. Nie bez znaczenia są też reklamy takich firm jak np. Vivus, która zachęca klientów do „powrotu”, oferując pierwszą pożyczkę za darmo. Tego typu oferty ma zresztą wyeliminować projektowana ustawa. Zakłada bowiem wprowadzenie limitu kosztu pożyczki. Limit obejmować będzie nie tylko pierwszą pożyczkę, ale również wszystkie inne udzielone w ciągu 120 dni. Pojawienie się firm udzielających pożyczek o niewielkiej wartości na krótki okres ma też odbicie w danych na temat kwoty pożyczek. W 2008 r. wynosiła ona średnio 1,7 tys. zł, w 2013 r. o ok. 320 zł mniej.

Nie każdy dostaje pożyczkę
Firmy pożyczkowe często oskarża się o to, że wciskają pożyczki osobom już mocno zadłużonym i nie sprawdzają, czy będą miały z czego je spłacać, i w ten sposób wpychają je w pętlę zadłużenia. Dane opublikowane przez KPF pokazują, że w ubiegłym roku co drugi wniosek o pożyczkę (46,7 proc.) był odrzucany. W 2012 r. pożyczkodawcy zrzeszeni w KPF odrzucili 41,3 proc., a w 2011 r. – blisko 42 proc. wniosków. Jak sprawdzają wiarygodność klientów? Wszystkie zrzeszone w KPF firmy korzystają z baz biur informacji gospodarczej, do których można trafić np. za niespłacenie raty pożyczki czy niezapłacenie rachunku za telefon. Większość wykorzystuje do tego również wewnętrzne bazy danych i systemy scoringowe. KPF podał też dane o strukturze udzielonych pożyczek: 19 proc. udzielono na okres do trzech miesięcy, 26 proc. – od trzech miesięcy do roku, 17 proc. – od roku do dwóch, a 38 proc. – na więcej niż dwa lata.


Rząd zajął się walką z „chwilówkami”
Wprost – Polityka i Gospodarka. 9 maja 2014 r.

Rząd zamierza jeszcze przed wakacjami przyjąć ustawę uderzającą w firmy udzielające lichwiarskich pożyczek.

Choć z oficjalnych raportów wynika, że rynek pożyczek pozabankowych – wart 3-4 mld zł – jest maleństwem w porównaniu z ponad 130-miliardową górą kredytów konsumpcyjnych, które wzięliśmy z banków, to znalazł się w centrum zainteresowania koalicji rządzącej. Przy okazji projektowania przepisów, które mają zabezpieczyć nas przed kolejną aferą typu Amber Gold, rząd postanowił się zająć też walką z lichwą. Wczoraj przyjął założenia ustawy antylichwiarskiej.

Aktualnie obowiązuje ustawa antylichwiarska, jednak łatwo ją obejść. Oficjalnie żaden bank ani firma pożyczkowa nie mogą pobrać od klienta wyższych odsetek niż czterokrotność stopy lombardowej NBP (czyli stawki, po której bank centralny pożycza pieniądze pod zastaw bankom komercyjnym). Dziś ów limit lichwy to 16 proc. w skali roku. Jednakże regulowane nie są prowizje.

Cena pożyczek chwilówek, udzielanych przez firmy lichwiarskie to 25-35 proc. w skali miesiąca. Po przeprowadzeniu nowej ustawy przez Sejm – co może nastąpić jeszcze przed wakacjami – wszystkie koszty pożyczki będą limitowane.

Limit wyniesie 25 proc. dla każdej pożyczki oraz 30 proc. w skali roku. Pojawi się też mechanizm, który utrudni zaciąganie pożyczki po raz drugi i trzeci u tego samego pożyczkodawcy. W ciągu czterech miesięcy jedna firma pożyczkowa nie będzie mogła nabić danemu klientowi więcej kosztów, niż wynosi ów limit, bo będzie on obejmował wszystkie pożyczki udzielone w tym czasie. Ustawa wprowadzi też limit wysokości odsetek za zwłokę (24 proc. w skali roku), z których śrubowania żyje dziś wiele firm pożyczkowych.

Firmy pożyczkowe – zwłaszcza udzielające chwilówek – uważają, że takie prawo je zabije, a zamiast nich rozwinie się pożyczkowy czarny rynek. I że „antylichwa” nic nie da klientom, bo i tak będą pożyczać, przeskakując z jednej firmy do drugiej, aby „wykasować” sobie czteromiesięczny limit kosztów.


Szybkie pożyczki na cenzurowanym. Gdzie są haczyki? [Pieniądze Ekstra]
Wyborcza.biz – Wiadomości gospodarcze. 10 kwietnia 2014 r.

Rząd idzie na wojnę z lichwą. Chce ograniczyć oprocentowanie pożyczek. Jakie będą nowe zasady i czy znikną reklamy łapiące klientów na haczyk?
Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu Komitet Stały Rady Ministrów da zielone światło pomysłowi, by nałożyć nowe limity na oprocentowanie krótkoterminowych pożyczek. Zmiany dotyczyć będą wszystkich pożyczkodawców, a więc zarówno reklamujących się w telewizji firm pożyczkowych, jak i banków (choć one rzadko pożyczają małe kwoty na kilka tygodni).
Nowe przepisy mają chronić Polaków przed horrendalnie wysokimi kosztami pożyczek i wpadaniem w pętlę zadłużenia.
Co się zmieni? Cena pożyczki na miesiąc będzie limitowana do mniej więcej 30 proc. Jeśli nie spłacisz pożyczki na czas, pożyczkodawca nie będzie mógł karać cię opłatami windykacyjnymi wziętymi znikąd. Pojawi się też mechanizm, który utrudni zaciąganie pożyczki po raz drugi i trzeci u tego samego pożyczkodawcy. Jak to będzie wyglądać w szczegółach?

Lichwa zacznie się od 71 proc. rocznie
Według projektu przygotowanego przez Ministerstwo Finansów udzielaniem pożyczek chwilówek nie będzie mogła już zajmować się firma krzak. Każdy pożyczkodawca będzie musiał mieć odpowiednio wysoki własny kapitał, a osoby zarządzające taką firmą nie będą mogły mieć na koncie wyroków za przestępstwa gospodarcze. Poprzednia wersja projektu zakładała, że wszystkie legalnie działające firmy pożyczkowe będą musiały wpisać się do specjalnego rejestru, by klient mógł w każdej chwili sprawdzić, czy dany pożyczkodawca spełnił wszystkie warunki. Resort finansów jednak zrezygnował z tego obowiązku. Jest pomysł, by zamiast rejestru Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadził tzw. listę ostrzeżeń publicznych. Trafiałyby na nią firmy, których działalność z jakichś powodów zagrażałaby konsumentom.
Ale najważniejsze są ograniczenia cen pożyczek. To już trzeci wariant zmian. W pierwszym pojawił się limit 30 proc., czyli pożyczając 1000 zł, firma pożyczkowa (ale też bank, bo projekt będzie dotyczył całego rynku finansowego) nie mogłaby wziąć więcej niż 300 zł. Po protestach firm pożyczkowych limit podniesiono do 50 proc. Obecna wersja jest najbardziej skomplikowana.
Podstawą dzisiejszej propozycji rządu jest oczywiście ograniczenie odsetek zgodne z ustawą antylichwiarską, czyli obecnie 16 proc. Ale limitowane mają być też inne koszty, np. prowizje za przyznanie pożyczki (dzięki nim firmy pożyczkowe legalnie omijają dziś przepisy antylichwiarskie).
Proponowany limit ma wynieść 25 proc. dla każdej pożyczki oraz 30 proc. w skali roku. Co to oznacza? Np. jeśli pożyczasz na miesiąc, firma pożyczkowa nie może wziąć od ciebie więcej niż około 29 proc. (25 proc. opłat przypadających na jedną pożyczkę plus 1/12 z limitu rocznego wynoszącego 30 proc. plus 1/12 z 16 proc. maksymalnych odsetek).
Limit kosztów rocznej pożyczki będzie wyższy – wyniesie już 71 proc. (25 proc. opłat przypadających na jedną pożyczkę plus 30 proc. dodatkowego limitu rocznego plus 16 proc. odsetek wynikających z ustawy antylichwiarskiej). To oznacza, że firmy udzielające pożyczek na co najmniej kilka miesięcy będą mogły zarabiać więcej.
W uprzywilejowanej sytuacji będzie choćby największy pozabankowy pożyczkodawca Provident, który pożycza na minimum siedem miesięcy, czy firma Profi Credit, która udziela pożyczek na co najmniej cztery miesiące.

Koniec z uzależnianiem od pożyczania?
Projekt zakłada też wprowadzenie limitu na koszty windykacyjne. Ma to być sześciokrotność stopy lombardowej NBP w skali roku, czyli dzisiaj 24 proc. Przykład. Jeśli nie spłacimy na czas 1 tys. zł, firma pożyczkowa mogłaby wziąć nie więcej niż 240 zł rocznie z tytułu działań windykacyjnych. Miesięczny limit odsetek za zwłokę oraz innych działań, np. wysyłania monitów czy wezwań do zapłaty, nie mógłby więc przekroczyć 20 zł. Resort finansów zadbał też o to, żeby nie można było obchodzić limitu kosztów pożyczki, udzielając np. kilku pożyczek jednocześnie jednemu klientowi. Jak chce to zrobić? Wprowadzając zasadę, że jeśli ktoś zaciąga po kolei kilka pożyczek w jednej firmie, to całkowitym kosztem będą koszty (bez odsetek) wszystkich pożyczek, które będą musiały zmieścić się w jednym limicie, z tym że limit liczony będzie od kwoty pierwszej pożyczki.
Przykład. Pożyczamy 1 tys. zł na 30 dni. Jak pokazaliśmy wcześniej, taka pożyczka nie będzie mogła być droższa niż około 29 proc., czyli firma pożyczkowa nie może naliczyć więcej niż 290 zł odsetek i kosztów dodatkowych. Załóżmy jednak, że pierwsza pożyczka będzie nas kosztować 250 zł. Spłacamy ją, ale za chwilę przychodzimy do tej samej firmy po kolejny tysiąc. Nowe zasady sprawią, że w tym konkretnym przypadku pożyczkodawca nie będzie mógł wziąć od nas więcej niż ok. 50 zł. Jeżeli taka prowizja nie pokryje jego kosztów, nie opłaci mu się udzielić kolejnej pożyczki. Licznik „kumulacji limitu” zerowałby się dopiero po 120 dniach. A więc to ostatnie ograniczenie nie dotknie pożyczek zaciąganych na co najmniej cztery miesiące.

„Pierwsza działka” już nie gratis?
Firmy zrzeszone w Związku Firm Pożyczkowych (aktualnie 12 firm, głównie pożyczkodawcy online, np. Vivus.pl, SMS365.pl, Kredito24) twierdzą, że przy tak ustawionym limicie pożyczanie na krótko przestanie im się opłacać. Na zlecenie ZFP (a więc i za pieniądze związku) Instytut Analiz Rynkowych przeprowadził kalkulację kosztów pożyczki. Wynika z niej, że koszty operacyjne (wynagrodzenie pracowników, biuro, media, komunikacja), koszty IT, pozyskanie kapitału pochłaniają średnio 212 zł na jedną pożyczkę. Ale wcześniej (w październiku 2013 r.) ten sam związek liczył, że koszty przypadające na jedną pożyczkę są niższe i wynoszą od 75 zł do 135 zł.
Niezależnie od tego, czy ów koszt jednej pożyczki wynosi 75 zł czy 212 zł, nie da się ukryć, że firmy pożyczkowe zarabiają dziś głównie na klientach „powracających”. Do pierwszej pożyczki przeważnie dopłacają (jeśli pożyczasz np. 300 zł na miesiąc i oddajesz z powrotem 360 zł, to firma jeszcze nie wychodzi na swoje), ale już przy drugiej koszty są mniejsze, zaś dochód pożyczkodawcy taki sam. Firmy pożyczkowe lamentują, że pomysł na ograniczanie możliwości udzielania pożyczek klientom „powracającym” jest głupi, bo taki klient i tak przyjdzie po kolejną pożyczkę, tyle że do innej firmy. A więc z jego punktu widzenia nic się nie zmieni. Ale Ministerstwo Finansów kombinuje inaczej: jeśli nowe przepisy utrącą zarabianie na klientach „uzależnionych” od pożyczek chwilówek, to skończą się reklamy typu „pierwsza pożyczka gratis”, które powodują, że setki tysięcy ludzi daje się skusić na szybką gotówkę, której w innym przypadku by nie wzięli. Firmy dziś mogą sobie pozwolić na taką reklamę, bo wiedzą, że jak już złapią klienta, to będą mogły go „obsługiwać” przez wiele miesięcy. I przy trzeciej pożyczce z rzędu finansowo wyjdą już na swoje. Ale czy przy okazji pożyczkodawcy nie „produkują” Polaków tonących w pętli długów? Efekt jest taki jak w przypadku dilera narkotyków kuszącego ofertą „pierwsza działka gratis”. Gdyby nie było tej „pierwszej działki gratis”, to może wiele osób nie wpadłoby w pętlę długów?

Jak się uchronić przed pętlą długów?
Niezależnie od zmian szykowanych przez rząd firmy chwilówkowe zawsze znajdą do nas „dojście”, by zaproponować błyskawiczną pożyczkę w wysokości kilku stówek (do zwrotu np. 70-80 zł więcej). To od nas zależy, czy będziemy się na to nabierać, czy też powiemy „stop” lichwie w naszym życiu. Oczywiście, nie każda szybka pożyczka jest zła – jeśli mamy 100 proc. pewności, że za miesiąc dostaniemy pieniądze, by ją spłacić, to takie chwilowe poprawienie płynności finansowej (nawet kosztem kilkudziesięciu złotych opłat i prowizji) można zrozumieć. Kłopot w tym, że większość klientów firm chwilówkowych nie myśli o tym, jak będzie wyglądał ich portfel za miesiąc. Albo zbyt optymistycznie ocenia swoje możliwości finansowe i przyszłe zarobki.

Jakie są największe pułapki pożyczek chwilówek?
Pożyczka bez BIK Nie dali ci kredytu w banku? To nie koniec świata. Chwilówkę dostaniesz z pocałowaniem ręki. Na przystankowych wiatach, słupach ogłoszeniowych aż roi się od ogłoszeń typu: „pożyczka bez BIK”, „nie sprawdzamy źródła dochodów”. BIK to skrót od Biura Informacji Kredytowej, w którym gromadzone są informacje o wszystkich aktywnych kredytach w bankach i SKOK-ach. Na dłużej zostają w BIK ślady źle spłacanych pożyczek. To bezcenne informacje dla banków, do których przyjdziesz po kolejny kredyt. Jeśli bank zobaczy, że raty poprzednich kredytów spłacałeś z opóźnieniem, miałeś na głowie windykatora lub że w ogóle kredytu nie spłaciłeś, może nie chcieć takiego klienta i odprawi cię z kwitkiem. Możesz się wściec, ale na dłuższą metę odmowna decyzja będzie dla ciebie zbawienna. No bo po co ci pożyczka, której nie będziesz mógł spłacić. Prędzej czy później zapuka do ciebie windykator albo komornik. Problem jednak w tym, że firmy pożyczkowe nie są podpięte do bazy BIK. Dlatego chętnie przygarniają tych, których odsiały banki. Nie dotyczy to całej branży pożyczkowej. W ostatnim czasie jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać firmy udzielające w kilkanaście minut pożyczek przez internet. Pożyczkodawcy tacy jak Vivus.pl czy Wonga.com sprawdzają klientów w biurach informacji gospodarczej (BIG). W Polsce działa kilka takich baz dłużników, do których może wpisywać dłużnika prawie każdy: dostawca usług, przedsiębiorca, a nawet osoba prywatna. W ubiegłym roku Związek Firm Pożyczkowych podał, że zrzeszone przez niego firmy (głównie pożyczki online) akceptują średnio tylko 35 proc. nowych wniosków. Pożyczka za darmo Sklepy do robienia zakupów zachęcają promocjami i wyprzedażami. Branża pożyczkowa też ma swój wabik – pożyczkę za darmo. Taką oferuje np. wspomniany Vivus. Wonga kusi promocją: jak podpiszesz z nami umowę ramową, to za pierwszą pożyczkę – nieważne, na jaki okres i kwotę – nie naliczamy żadnych odsetek, a tylko 10 zł prowizji.

Gdzie są pułapki?
Po pierwsze, ktoś mniej rozgarnięty może pomyśleć, że cała pożyczka jest bezzwrotna. Otóż nie. Pożyczamy tysiąc złotych i ten tysiąc ma wrócić za chwilę na konto firmy pożyczkowej. Chodzi tylko o to, że nie płacisz prowizji i odsetek za pożyczenie pieniędzy. Pozornie firmy pożyczkowe na takich promocjach tracą. Nic nie zarabiają, a muszę wydać np. na reklamę w telewizji, żeby zwrócić na siebie twoją uwagę. Liczą jednak na to, że wrócisz po drugą, trzecią i kolejne pożyczki, które już będą cię słono kosztować. Poza tym, jak nie spłacisz tej pierwszej „darmowej”, zapłacisz za czynności windykacyjne lub zostaniesz skuszony ofertą przedłużenia terminu spłaty (o tym za chwilę). Po drugie, taki wabik może sztucznie kreować popyt na pożyczkę. Zadaj sobie pytanie: czy wziąłbyś pożyczkę, gdyby nie była za darmo? Jeśli odpowiedziałeś „nie”, to raczej jej nie potrzebowałeś.

Uważaj na „rolowanie”
W Wielkiej Brytanii połowa zysków firm pożyczkowych pochodzi z prowizji za przedłużenie terminu spłaty! O co chodzi? Załóżmy, że pożyczasz 500 zł na dwa tygodnie. Jeśli nie możesz spłacić pożyczki w wyznaczonym terminie, możesz skorzystać z oferty przedłużenia terminu spłaty. Problem w tym, że oprócz kosztów udzielenia pożyczki, zapłacisz też za samo przedłużenie. A jeśli drugi raz się nie uda, jeszcze raz ją „zrolujesz” i znowu zapłacisz itd. Tak skonstruowana oferta to nic innego jak zachęta do niespłacania pożyczki w terminie. Może się okazać, że w sumie więcej zapłacisz za przedłużanie niż za samą pożyczkę.

Firmy pożyczkowe działające w Polsce twierdzą, że problemu rolowania nie widzą.
Vivus nie chciał zdradzić statystyk. Wonga przyznaje, że tylko ok. 5 proc. pożyczek jest przedłużanych, ale w tej firmie nie można zrolować pożyczki więcej niż trzy razy. No i nie płaci się dodatkowo za tę usługę. Ale np. w Vivusie przedłużenie tysiączłotowej pożyczki o 15 dni na kolejny tydzień kosztuje 98 zł, o 14 dni – 126 zł, o 30 dni – już 190 zł. Jest więc droższe niż prowizja za udzielenie pożyczki, która wynosi 95 zł. W ubiegłym roku Federacja Konsumentów analizowała ofertę wybranych firm pożyczkowych (nie podając ich nazw). Stwierdziła, że prowizje za rolowanie sięgały od kilkunastu do kilkudziesięciu procent kwoty pożyczki lub co najmniej tyle, ile prowizja za udzielenie pożyczki. zarabianie na windykacji Jeśli nie spłacasz pożyczki, to prędzej czy później zapuka (albo zadzwoni) do ciebie windykator. To oznacza nie tylko niemiłe spotkanie, ale też dodatkowe koszty. Są firmy (np. Vivus), które w umowach precyzują, jak często wyślą ponaglenie i ile ono będzie kosztować. Niektórzy pożyczkodawcy zrobili sobie jednak z windykacji maszynkę do robienia pieniędzy. Z grudniowego raportu Federacji Konsumentów wynika, że wysokość kosztów windykacyjnych często jest nieadekwatna do rzeczywiście poniesionych. I podaje przykłady: za pisemne wezwanie na standardowym wniosku klient może zapłacić nawet 55 zł, a za pośrednictwem SMS nawet 15 zł. Jedna z firm brała z kolei 35 zł za wezwanie telefoniczne. Powszechną praktyką jest też uzależnienie wysokości opłat windykacyjnych od okresu, jaki minął od terminu spłaty pożyczki. Im później, tym opłaty za dokładnie te same czynności windykacyjne robiły się wyższe. Jedna z prześwietlanych firm oprócz odsetek za zwłokę (16 proc. rocznie) żądała płacenia przez 60 dni 0,5 proc. pożyczonej kwoty dziennie, co dawało blisko 183 proc. rocznie!

Poczujemy się bezpieczniej?
Leszek Mellibruda, psycholog biznesu Żyjemy na kredyt, a pożyczka przybliża marzenia. Ta nowa potrzeba towarzyszy nowemu obowiązkowi społecznemu, który można nazwać obowiązkiem bycia szczęśliwym zaraz i natychmiast. Ponad milion Polaków ma problemy ze spłacaniem zaciągniętych zobowiązań – ale co ciekawe, to wcale nie jest przestrogą lub hamulcem w zaciąganiu kolejnych pożyczek. Świat cudzych pieniędzy jest teraz na wyciągnięcie ręki. Pomaga temu w dużym stopniu reklama usług pożyczkowych, pełna niezwykle nośnych haseł tworzących mylne przekonania i dających pożywkę do świata iluzji, który odpowiedzialny jest za wiele „chwilówkowych marzeń”. Hasła typu „pierwsza pożyczka za darmo”, „0 proc.” albo „możesz zwrócić bez kosztów” – to wszystko komunikaty emocjonalne budujące, po pierwsze, przekonanie „okazji” i, po drugie, sugerujące szczególną w sprawach finansowych intymność: nie zaglądamy do twojego portfela, mamy zaufanie, więc na nie liczymy. Te sygnały są szczególnie nośne, bowiem decyzja o pożyczce dla wielu Polaków łączy się z silnymi emocjami. Taka osoba jest emocjonalnie rozdarta. Boi się, czy spłaci pożyczkę. Loukas Notopoulos, vivus.pl Nowe przepisy nic nie zmienią w sytuacji klientów. Klient zamiast do firmy, którą zna i która zna jego, pójdzie do konkurencji. Na kliencie zarabiamy dopiero wtedy, gdy ten wróci po kolejną pożyczkę. Z naszych analiz wynika, że propozycja rządu zmierza do wyeliminowania z rynku wszystkich kredytów i pożyczek w kwocie niższej niż 800 zł. Również z banków i SKOK-ów. Patrycja Rogowska-Tomaszycka, Provident Klient nadal będzie mógł wziąć tzw. chwilówkę. W naszej ocenie nowa regulacja nie wyeliminuje tych produktów z rynku, natomiast spowoduje, że klienci będą mogli czuć się bezpiecznie i nie zostaną zaskoczeni dodatkowymi opłatami. Ponadto już teraz obserwujemy działania niektórych firm chwilówkowych polegające na wydłużaniu swojej oferty i podnoszeniu maksymalnych kwot pożyczki. Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz